Popularne newsy
| Historia Polleny - lata powojenne |
|
|
|
| Wpisany przez Autor wspomnień: Alicja Kalinka |
| Sobota, 18 Kwiecień 2009 17:22 |
|
Mija już 740 lat kiedy Ścinawa leżąca nieopodal Lubina otrzymała prawa miejskie. W XII wieku była nawet stolicą księstwa Piastowskiego. W pożodze ostatniej wojny została zniszczona w 75% - taka właśnie wracała do Macierzy. Była kiedyś pod panowaniem królów czeskich, a od 1742 do końca wojny pod władzą Prus i hitlerowskich Niemiec. Dziś jest już odbudowana i liczy ponad 5000 mieszkańców, stanowi wraz z okolicami niemałe zaplecze kadrowe dla Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi w Lubinie. Dzięki rozlewiskom starego koryta Odry jest również w sezonie letnim ośrodkiem rekreacyjnym Zakładu Budowy Kopalń. Posiada park, a w nim bogaty drzewostan i piękną zieleń. Leży na lewym brzegu Odry, ma dwa okazałe mosty: kolejowy i drogowy, stanowiące jedyną swego czasu atrakcję. Ale nie o tym teraz chciałam mówić. Chcę wrócić do wspomnień z wczesnych lat powojennych, kiedy te strony Ziem Odzyskanych w potocznej mowie nazywano jeszcze ,,Dzikim Zachodem". Był rok 1955. Ówczesne społeczeństwo ścinawskie liczące wówczas 3000 mieszkańców to głównie repatrianci z dawnych ziem Polski, głównie ze Lwowa, Tarnopola, a raczej ich okolic. Mieszkało tutaj też niewielu autochtonów. Inteligencji było mało, duży był natomiast analfabetyzm pierwotny i wtórny. Wiadomo, skutki wojny! Większość mężczyzn znajdowała pracę w działających już prężnie Nadodrzańskich Zakładach Przemysłu Nieorganicznego "Rokita" w Brzegu Dolnym. Ułatwiały to przewozy PKP. Ścinawa była i jest nadal liczącym się węzłem kolejowym. Pociągi relacji Ścinawa - Wrocław kursowały dość często i dowoziły pracujących w "Rokicie" mieszkańców. Istniała jednak potrzeba uruchomienia zakładów na miejscu. Czynne były już takie zakłady jak Mleczarnia, POM, PGR, Tuczarnia i Zakład Energetyczny prowadzący elektryfikację okolicznych terenów. Była też zbiornica złomu, na której zwałach można było znaleźć encyklopedyczne dzieła z czasów pruskich. w których to nie ukrywano jeszcze, że ziemie te należały kiedyś do Piastów. Jednym z zakładów przemysłowych, które przystąpiły do uruchomienia parku maszynowego były Wołowskie Zakłady Chemiczne w Ścinawie, które przyjęły nazwę od ówczesnego powiatu, jakim był Wołów. Jak mi wiadomo początki uruchomienia zakładu datuje się już od roku 1947. Zakład należał wcześniej do Dyrekcji Państwowego Przemysłu Miejscowego we Wrocławiu, produkował mydło gospodarcze, a następnie "przeszedł" na produkcję mydła koalinowego b.h.p. Produkcja została zatrzymana z uwagi na jej zakwestionowanie przez Ministerstwo Zdrowia. Z inicjatywy władz lokalnych popartych przez Ministerstwo Przemysłu Drobnego i Rzemiosła w Warszawie oraz Zjednoczenie Przemysłu Chemicznego z siedzibą w Gliwicach, przystąpiono, ponownie do zmiany profilu produkcyjnego i ostatecznego uruchomienia zakładu. Poszukiwały tu przecież pracy kobiety, niekiedy samotne, lub obarczone dziećmi potrzebujące źródeł dochodu. Pierwszym dyrektorem był pochodzący wówczas z tzw. „awansu" Antoni Andrzejczak, drugim Teodor Lubowicki wymagający, dobry organizator. Ja zastałam tu dyrektora mgr Włodzimierza Fraczka zamieszkałego na stałe w Ząbkowicach Będzińskich. Był to rok 1935 Zakład zatrudniał niewiele osób, większość załogi to kobiety. Znaczne zasługi w uruchomieniu zakładu "na nowo" przypisać należy przedstawicielowi ówczesnego Ministerstwa Przemysłu Drobnego i Rzemiosła mgr Wiesławowi Rejmentowi oraz Zjednoczeniu Przemysłu Chemicznego w Gliwicach, któremu podporządkowano zakład. Z inicjatywy Zjednoczenia odbudowano budynek mieszkalny przy ul. Lipowej 6 w którym to przydzielono mieszkania kadrze kierowniczej. Zjednoczenie poszukiwało odpowiednich kadr do obsadzenia stanowisk. Spotkałam się i ja z propozycją czasowego objęcia stanowiska głównego księgowego. Pracowałam już uprzednio w Gdańskich Zakładach Przemysłu Chemicznego, któremu patronowało to samo Zjednoczenie. Zaoferowano urządzone i umeblowane mieszkanie oraz nie najgorszą pensję. Myślałam o tymczasowości - utknęłam na dłużej. Z niedowierzaniem były dyrektor NBP w Wołowie, któremu przedkładałam nominację, powiedział: cytuję - "To pani!? to pani otrzymała nominację na głównego księgowego?" Tak, to ja - odpowiedziałam. (Byłam młoda i wyglądałam smarkato). Dziwił się również, że zjechałam tu do miasteczka "zabitego deskami" z bardziej cywilizowanego świata, jakim było wówczas Trójmiasto. Nie obce mi były przecież teatr, opera, operetka, wieczory poetyckie czy koncerty filharmonii. Propozycja Zjednoczenia mi zaimponowała, chciałam się czymś wykazać, takie to zresztą były czasy - nie brakowało zapału. Mimo, że zakład powołany został znacznie wcześniej do życia i miał już nałożone zadania produkcyjne, to jednak ich nie wykonywał. Był to stan wielkiej niedoskonałości. Dyrekcja i załoga rozluźniona nie szczędziła sobie trunków - było przecież laboratorium chemiczne, a w nim spirytus do analiz. Na telefon Zjednoczenia z Gliwic odnośnie danych dotyczących wykonania planu odpowiadano: hallo, tu nic nie słychać!!!Były jednak osoby, które żyły zakładem i dążyły do wprowadzenia ładu i uruchomienia produkcji na pełną skalę. Z całą sumiennością pracowali wówczas: kierownik zaopatrzenia Józef Młotek, kierownik zbytu Wacław Gołoński, Maria Rejment kierownik kadr - późniejszy zastępca gł. księgowego a potem główny księgowy, Bronisława Markowicz planista i pracownik finansowo-księgowy Danuta Remska oraz pracownicy produkcyjni jak Stanisław Adamski, Feliks Licznierowski, Maria Bilewicz, Michał Brył, Marian Obłoza i inni. Powoli porządkowano dokumentację, inwentaryzowano majątek zakładu opracowano normy produkcyjne i przystąpiono do uruchomienia produkcji. Park maszynowy został przygotowany. Na wniosek załogi zmieniono dyrektora. W marcu 1956 roku przyszła nowa kadra kierownicza zasilona przez Nad-odrzańskie Z-dy Przemysłu Nieorganicznego "Rokita" w Brzegu Dolnym. Stanowiska kierownicze objęli wówczas: Dyrektor - Franciszek Grolewski - poznaniak przyzwyczajony do sumiennej pracy, może niezbyt doświadczony w prowadzeniu administracji, ale ambitny i pełen zapału - obecny poseł na sejm zamieszkały w Brzegu Dolnym. Z-cą dyr. d/s technicznych został Stanisław Pobuta. Natomiast głównym mechanikiem był inż. Stanisław Luterek, bardzo sympatyczny pan, uczestnik powstania warszawskiego. Zjednoczenie w Gliwicach przysłało wówczas nowego inżyniera chemika Zbigniewa Mikołajewskiego, absolwenta Politechniki Gliwickiej. I wtedy właśnie następuje zwrot w działalności zakładu. Zaczęto wprowadzać nowe asortymenty, nowe pomysły racjonalizatorskie i technologie. Nałożone zadania planowe wykonywano zgodnie z wymogami, a nawet je przekraczano, osiągając tym samym coraz lepsze wyniki finansowe. Załoga pozbawiona dotychczas premii produkcyjnej zaczęła ją otrzymywać. Pracujący oddanie kier. zaopatrzenia Józef Młotek ściąga sobie tylko wiadomym sposobem przesyłki wagonowe sody amoniakalnej, kwasów tłuszczowych i innych surowców potrzebnych do produkcji oraz zabezpiecza opakowania, o które tak bardzo było trudno już wówczas. Ze zbytem proszków do prania, mycia i szorowania nie było kłopotów. Kłopoty były tylko z otrzymywaniem wagonów i zabezpieczeniem przesyłek przed zniszczeniem. W nie długim czasie, chyba w roku 1957, zlikwidowano Zjednoczenie Przemysłu Chemicznego w Gliwicach. Zakład zostaje podporządkowany nowemu Zjednoczeniu Przemysłu Terenowego pod nazwą "WUZETPETE" we Wrocławiu. Kontakt z bliżej położonym Zjednoczeniem pozwalał na dalszą rozbudowę zakładu. Poprawia się zadowolenie załogi i atmosfera. Wtedy to powstała myśl zorganizowania życia kulturalnego, życia świetlicowego nie tylko w zakładzie, lecz z wyjściem na zewnątrz na rzecz miasta. Zakład świetlicy jeszcze nie posiadał. Z inicjatywy dyrektora Franciszka Grolewskiego i innych pracowników został utworzony amatorski zespół, który korzystając ze świetlicy POM-u wystawiał składany program rozrywkowy. Były to skecze, humoreski, monologi. Konferansjerkę prowadził ujmujący i kulturalny (z białym kwiatem w butonierce) inżynier Stanisław Luterek. W niedługim czasie wyjechał do pracy do Fabryki Płyt Pilśniowych w Piszu - bowiem pokochał Mazury. Ówcześni aktorzy to: Bronisława Markowicz, która doskonale odegrała swą partię z dyr. technicznym Stanisławem Pobutą Danuta Remska i inni. Przypominam sobie również, skecz grany z inż. Luterkiem pt. "Żmija na piersi". Występ się udał i podobał publiczności. Kwitło coraz bardziej życie towarzyskie i kulturalne. Pamiętam np. jeden z najbardziej udanych w życiu kuligów na małych i dużych saniach z prawdziwymi czterokopytnymi końmi. Zaczęto poszukiwania pomieszczeń na Świetlicę zakładową. Dzięki staraniom dyrekcji i uzyskaniu zgody władz, przystąpiono do remontu opustoszałego baraku znajdującego się obecnie na posesji Państwowego Domu Dziecka. Była już świetlica, zaczęto organizować różne imprezy dla dzieci i pracowników. Zakupiono również telewizor, szczyt ówczesnych osiągnięć techniki w Polsce. Zbierała się, więc załoga oglądając ciekawą ,,Kobrę" - teatr sensacji. Chyba był to rok 1961, bo pamiętam jak oglądaliśmy lądowanie pierwszego kosmonauty - Gagarina. Gościł również w świetlicy świetny kabaret studencki z Łodzi. Organizowano imprezy dla dzieci, zabawy dla pracowników - nawet udane. Uzyskiwany dochód z zabaw rozliczany komisyjnie przekazywano na konto działającej wówczas prężnie rady zakładowej. Dochody przeznaczone były głównie na działalność kulturalno-oświatową załogi. Po oddaniu w Ścimawie nowej sali kinowej występowali na specjalne zaproszenie zakładu artyści warszawscy, jak Kalina Jędrusik, Joanna Rawik. Również władze miasta i Ochotnicza Straż Pożarna organizowały szczególnie w lecie szereg imprez sportowych, festyny itp. Na prowizorycznej estradzie występował Jerzy Połomski, Piotr Szczepanik i inni. Był też w Ścinawie bardzo aktywny i uzdolniony zespół muzyczny "Wesoła piątka", któremu przewodził Falko Palica. Grywano na zabawach najnowsze przeboje. W Wołowskich Zakładach Chemicznych w Ścinawie zmieniono znów dyrektora. Funkcję tę objął zamieszkały w Ścinawie, pracujący wcześniej na szeregu stanowiskach w Powiatowej Radzie Jan Kotapka. Uzyskiwano nadal coraz lepsze wyniki produkcyjne i finansowe. W roku 1962 na 50 przedsiębiorstw uzyskano III miejsce we współzawodnictwie międzyzakładowym o tytuł najlepszego przedsiębiorstwa w skali Wojewódzkiego Zjednoczenia. Nagrody, gratulacje i życzenia otrzymała cała kadra kierownicza. Dyrektor, zastępcy i główna księgowa. W roku 1963 zespół dyrekcyjny otrzymuje dalsze nagrody za poniesiony wkład pracy i szczególnie dobre wyniki działalności gospodarczej. Życie kulturalne załogi rozwija się coraz bardziej. Zaczyna się budować nową świetlicę już na terenie zakładu, ale organizowanie życia kulturalnego nie zamyka się już w samej Ścinawie. Ambicją dyrektora J. Kotapki i pozostałych osób z kręgu administracji była sprawa organizowania wycieczek w celach poznawczych. Pamiętam jedną z pierwszych wycieczek do opery do Wrocławia. Dla niektórych było to pierwsze zetknięcie się z prawdziwym teatrem - operą. W antrakcie zgłodniałe pracownice zatrudnione na produkcji odetchnęły z ulgą, że jest przerwa i zabrały się do jedzenia rozpakowując swe pokaźne pakunki wiktuałów i ćwiartki wódki. Czuły na te sprawy dyrektor rumienił się za załogę, ale tak wyglądały początki i pierwsze zetknięcie się z operą. Całą załogę ogarnęła jakaś fala wycieczek, gromadzono wszelkimi sposobami środki finansowe, aby móc je zrealizować. Wykonywano również szereg czynów społecznych na rzecz miasta i zakładu. Zbudowano chodnik umożliwiający dojście do pracy bez taplania się w błocie. Pierwsze wycieczki to zwiedzanie Dolnego Śląska, a więc Góry Stołowe, Zagórze Śląskie z pięknym zamczyskiem i jeziorem. Następna wycieczka to już poważna eskapada, trasa - Oświęcim, Zakopane, Kraków, Wieliczka. W Domu Turysty w Zakopanem udział załogi w spektaklu Piotra Szepanika. W Krakowie oprócz zwiedzania Wawelu, Kościoła, Mariackiego i innych zabytków "zaliczono” również teatr, a konkretnie operetkę pt. "Panna wodna" powstałą na tle muzyki Feliksa Nowowiejskiego ,,Legenda Bałtyku". Bogaty program artystyczny z piękną scenerią, jednym słowem pełna gala. W taki to właśnie sposób społeczność ścinawska zaczęła poznawać kulturę narodową i rozszerzać swoje myślowe horyzonty. Na pewno niejedna osoba z byłych lub obecnych jeszcze członków załogi odnajdzie tu siebie - można powspominać! Aktualnie zakład nosi nazwę: Jaworskie Zakłady Chemii Gospodarczej "Pollena" w Ścinawie, nazwa się znów zmieniła i zmieniły się władze terytorialne. Ścinawa leży przecież w Legnicko - Głogowskim Okręgu Miedziowym, dzięki temu znacznie się rozbudowała. Rozbudowany i zmodernizowany został zakład. Czy nadal włącza się w życie kulturalne miasta? Czy załoga jest tak zintegrowana? To już następny etap wspomnień. - warto byłoby odwiedzić. I zobaczyć jak jest naprawdę. Wspomnienia spisała była księgowa Polleny - Pani Alicja Kalinka. Zdjęcia udostępniła Pani Renata Kotapka. Tekst ukazał się w Kalendarzu Lubińskim pod koniec lat 90-tych.
|
| Zmieniony: Sobota, 18 Kwiecień 2009 17:40 |
Administrator/Redaktor: Andrzej Sitarski Wszelkie prawa zastrzeżone Do góry




