Popularne newsy
| Stanisława Panasewicz – Zesłani na Sybir 1940-1946, Zeszyt Ścinawski nr 33 |
|
|
|
| Wpisany przez Ewa Ferenc |
| Niedziela, 21 Luty 2010 17:14 |
|
Stanisława Panasewicz (z domu Kulnis) ur. 28 kwietnia 1923 roku w miejscowości Szeszkie (woj. Grodno, powiat Lida) jako Stanisława Kulnis. Córka Melanii i Maksymiliana. Brat Stanisław ur. w 1925., siostra Maria w 1930. Ojciec był gajowym, matka prowadziła gospodarstwo domowe i zajmowała się domem. W 1930 Stanisława rozpoczęła naukę w szkole podstawowej, w oddalonym o 3km. od rodzinnej miejscowości Werenowie. Po jej ukończeniu kontynuowała naukę w gimnazjum publicznym w Werenowie. Ukończyła tam tylko jedną klasę, gdyż w 1940 zesłano ją i jej rodzinę na Sybir. Do kwietnia 1943 pracowała w tajdze przy wyrębie drzew. W maju 1943 przeniesiono ją do Asino i tam pracowała do stycznia 1945 jako pracownik w zakładzie spożywczym. W 1944 poznała Leona Panasewicza. W styczniu 1945 zatrudniona jako magazynierka zboża w Sowchozie na Kaukazie. W tym samym czasie urodziła syna Eugeniusza. Do Polski wróciła w marcu 1946 wraz z rodziną. Osiedlili się w Zaborowie. W kwietniu tego samego roku wyszła za mąż za ojca swojego dziecka. W 1947 urodziła się córka Irena. W 1954 zapisała się do Gromadzkich Rad. Od 1956 do 1966 była ławnikiem w sądzie w Wołowie. Od 1960 do 1979 należała do Związku Młodzieży Wiejskiej w Zaborowie. W 1973 zaczęła pracować w sklepie spożywczym w Dłużycach, a w 1975 przeniosła się do sklepu w Zaborowie. W 1979 zmarł jej mąż. W tym samym roku przeszła na emeryturę.
1. Wkroczenie NKWD do domu.
10 lutego 1940 roku o godzinie 24.00 usłyszeliśmy mocne pukanie do drzwi, miałam wtedy 17 lat. Tato nie chciał otworzyć. Jednak pukanie stawało się tak natarczywe, że otworzyliśmy. Wtedy dwóch wojskowych i dwóch cywilów weszło do naszego domu. Kazali nam się ubrać, wziąć najpotrzebniejsze rzeczy i być gotowym za godzinę. Nie byli jednak tak okrutni jak w innych domach. U pani Stefanowicz – znajomej z sąsiedniej wioski było bardzo nieprzyjemnie. Kazali im się rozebrać do majtek i ustawić pod ścianą. Na ich oczach zaczęli rujnować cały ich dobytek. U nas rewizji nie zrobili, nie przewracali niczego i nie niszczyli naszych rzeczy. Nie chcieli też powiedzieć, gdzie nas zabierają. Oznajmili tylko: „Nie bójcie się, przesiedlamy was tylko w bezpieczne miejsce, żebyście nie zginęli na wojnie”.. Jeden z wojskowych zapytał mamę, co umie robić. Odpowiedziała, że jest krawcową. Kazał jej wziąć ze sobą maszynę zapewniając, że będzie jej się dobrze powodziło tam, gdzie pojedziemy.
Gdy minęła godzina pojechaliśmy furmankami do stacji Lida. Na jeden zaprzęg załadowali nasze bagaże, a na drugi nas. Na stacji kłębił się straszny tłum. Wokół gromadzili się ludzie z całego województwa. Na torach stały już podstawione rosyjskie wagony bydlęce. Tato, gdy je zobaczył, to tak się przestraszył, że nie był w stanie zejść z furmanki. Przeczuwał, że dzieje się coś bardzo niedobrego. Później kazali nam się przesiąść do podstawionych wagonów. W każdym po 30 osób. W środku stały tylko prycze, a w podłodze była dziura, która służyła za toaletę. Jedzenie i wodę dostawaliśmy raz na dobę. Jechaliśmy prawie dwa miesiące. Podczas tej podróży wiele osób umierało. Wtedy wyciągano ciało z transportu. Nikt nie wie co później z nimi działo. Prawdopodobnie były wyrzucane w śnieg. Fragment Zeszytu Ścinawskiego nr 32, Stanisława Panasewicz – Zesłani na Sybir 1940-1946 Autor: Ewa Ferenc |
| Zmieniony: Poniedziałek, 01 Marzec 2010 21:59 |
Administrator/Redaktor: Andrzej Sitarski Wszelkie prawa zastrzeżone Do góry



